Otwierasz skrzynkę mailową. Trzy wiadomości od tego samego klienta z dopiskiem „PILNE”, bo na stronie głównej rozjechał się slider w wersji mobilnej. W drugiej karcie przeglądarki walczysz z API, które od wczoraj rzuca błędami, a na Slacku wirtualna asystentka z zespołu pyta, czy grafiki do newslettera są już przycięte.
To jest codzienność. Żonglowanie zadaniami, gaszenie pożarów i ciągła walka z technologią, która bywa kapryśna. I w ten cały, ułożony (choć chaotyczny) świat wchodzi nagle on: ChatGPT, Claude, Midjourney czy Copilot. Cały na biało. Internet huczy. „Koniec programowania”, „Copywriterzy do zwolnienia”, „Strony internetowe zrobią się same w 3 minuty”.
Siedzisz więc przed monitorem i zastanawiasz się: czy to moment, żeby zacząć się bać? Czy te wszystkie lata nauki CSS-a, ogarniania WordPressa i konfiguracji WooCommerce pójdą do kosza, bo jakiś algorytm zrobi to szybciej?
Odpowiedź jest krótka: nie. Ale długa odpowiedź brzmi: nie, pod warunkiem, że przestaniesz być tylko wykonawcą poleceń, a staniesz się operatorem narzędzi.
Kiedy roboty robią „brudną robotę” i dlaczego to dobrze
Bądźmy ze sobą szczerzy. Ile razy kląłeś pod nosem, musząc pisać po raz setny ten sam boilerplate kodu HTML? Albo ile godzin zmarnowałaś jako wirtualna asystentka na transkrypcję godzinnego nagrania ze spotkania, żeby wyciągnąć z niego trzy zdania podsumowania? To są zadania, które AI już teraz „kradnie”. I niech kradnie jak najwięcej.
Jako webmaster doskonale wiesz, że spora część twojej pracy to rzemiosło, które bywa nużące. Generowanie prostych funkcji w JavaScript, pisanie zapytań SQL, szukanie błędu w składni, którego nie zauważyłeś przez zmęczenie oczu – tutaj sztuczna inteligencja jest zbawieniem. Zamiast pisać kod od zera, prosisz AI o szkielet, a potem go dostosowujesz.
Dla wirtualnych asystentek (VA) zmiana jest równie drastyczna. Tworzenie prostych grafik w Canvie z użyciem generatorów obrazu, redagowanie e-maili na podstawie krótkich notatek, czy automatyzacja wprowadzania danych – to wszystko przyspieszyło niesamowicie.
Czy to oznacza, że klient przestanie ci płacić? Zauważ, co dzieje się na rynku. Klienci nie płacą ci za to, że piszesz kod przez 10 godzin. Płacą ci za to, że dostarczasz działające rozwiązanie. Jeśli zrobisz to w 2 godziny zamiast w 10, bo pomógł ci Copilot, a efekt końcowy jest świetny – twoja stawka godzinowa efektywnie rośnie, a nie maleje. Warunek jest jeden: nie możesz rozliczać się wyłącznie za „klepanie w klawiaturę”, ale za dowieziony rezultat.
Czego algorytm jeszcze długo nie ogarnie?
Tu dochodzimy do sedna, które powinno cię uspokoić. AI jest genialnym asystentem, ale fatalnym strategiem. Ma encyklopedyczną wiedzę, ale zerowe zrozumienie kontekstu biznesowego i ludzkiego.
1. „Klient sam nie wie, czego chce”
To klasyk branży. Klient mówi: „Chcę, żeby strona była bardziej nowoczesna i miała ten taki… pazur”. Wrzucenie takiego promptu do generatora skończy się katastrofą. Ty, jako doświadczony webmaster, wiesz, że klientowi chodzi o zmianę typografii i odważniejszą paletę barw, bo konkurencja właśnie zrobiła rebranding. AI nie czyta między wierszami. Nie wyczuwa irytacji w głosie klienta podczas rozmowy telefonicznej. Nie wie, że „prosta wizytówka” w ustach tego konkretnego zleceniodawcy oznacza tak naprawdę rozbudowany portal, tylko on nie zna terminologii.
2. Specyficzne błędy i konflikty wtyczek
Każdy, kto stawiał sklep na WooCommerce, wie, że teoria to jedno, a praktyka to drugie. AI napisze ci kod wtyczki. Ale czy AI przewidzi, że ta konkretna wtyczka gryzie się z motywem kupionym w 2019 roku, a na serwerze klienta jest stara wersja PHP, której nie można zaktualizować z powodu innego, archaicznego systemu? Rozwiązywanie takich węzłów gordyjskich wymaga intuicji, doświadczenia i łączenia kropek, których nie ma w dokumentacji.
3. Poczucie bezpieczeństwa i zaufanie
Wirtualna asystentka to często prawa ręka przedsiębiorcy. To osoba, której powierza się hasła, dostęp do skrzynki i kalendarza. Czy prezes firmy odda dostęp do swoich poufnych maili eksperymentalnemu botowi? Może do segregowania spamu – tak. Ale do odpisania kluczowemu partnerowi biznesowemu w delikatnej sprawie? Nie. Ludzie chcą pracować z ludźmi. Chcą mieć kogoś, do kogo mogą zadzwonić i usłyszeć: „Spokojnie, ogarnę to”. AI nie da tego psychicznego komfortu.
Nowy model: Architekt zamiast Murarza
Zamiast bać się, że AI zabierze ci pracę, zastanów się, jak możesz awansować. Do tej pory wielu webmasterów było „murarzami” internetu – dostawali projekt i układali cegiełki (divy) jedna na drugiej. Teraz AI staje się tańszą, szybszą betoniarką i podajnikiem cegieł. Ty musisz stać się architektem i kierownikiem budowy.
Twoja rola ewoluuje w stronę:
- Weryfikacji jakości: AI generuje kod, ale ty oceniasz, czy jest bezpieczny, wydajny i skalowalny.
- Integratora: Łączysz różne narzędzia (np. przez Zapier czy Make), tworząc automatyzacje, które dla klienta są czystą magią.
- Konsultanta: Doradzasz klientowi, jakich technologii użyć, zamiast tylko je wdrażać.
Dla VA to szansa na wejście w rolę „AI Operatora”. Zamiast ręcznie pisać posty na social media, tworzysz system: temat, generacja szkicu przez AI, twoja redakcja i dopasowanie do tone of voice marki, publikacja. Robisz więcej w tym samym czasie, obsługujesz więcej klientów (lub tych samych, ale dokładniej), a twoja praca staje się mniej odtwórcza.
Elastyczność, czyli jak nie utonąć w papierach
Skoro technologia zmienia się z tygodnia na tydzień, model współpracy też musi być płynny. Freelancerzy boją się czasem, że przez automatyzację spadnie popyt na ich usługi, więc pakowanie się w stałe koszty prowadzenia działalności gospodarczej wydaje się ryzykowne. ZUS nie pyta, czy w tym miesiącu ChatGPT zabrał ci zlecenie, czy nie – płacić trzeba.
Dlatego w tej nowej rzeczywistości kluczowa jest zwinność – nie tylko technologiczna, ale i formalna. Wielu webmasterów i asystentek rezygnuje ze sztywnych ram własnej firmy na rzecz modeli, które pozwalają działać dorywczo lub projektowo, bez zbędnego balastu.
Tu z pomocą przychodzą rozwiązania typu faktura bez firmy. To mechanizm, który idealnie wpisuje się w ten dynamiczny krajobraz. Pozwala legalnie wystawić fakturę klientowi (co w B2B jest warunkiem koniecznym, by w ogóle zacząć rozmowę), a jednocześnie nie zmusza cię do bycia przedsiębiorcą w rozumieniu urzędowym, z całym bagażem księgowości i składek.
Działa to na korzyść twojego wizerunku. Klient widzi profesjonalistę, który wystawia dokumenty kosztowe, a ty masz czystą głowę. Możesz testować nowe nisze – np. wdrażanie chatbotów AI dla małych firm – bez strachu, że jeśli biznes nie wypali w pierwszym miesiącu, to zjedzą cię koszty stałe. To właśnie ta elastyczność, o której tyle się mówi w kontekście agile, przeniesiona na grunt formalny. Bezpieczeństwo prawne i brak stałych opłat to solidny fundament, na którym łatwiej budować nowe kompetencje.
Gdzie szukać swojej przewagi?
Skoro wiemy już, że AI nas nie zabije, ale zmusi do biegania sprintem, warto zastanowić się, w którą stronę biec. Nie chodzi o to, by walczyć z wiatrakami, ale by postawić elektrownię wiatrową.
Webmasterzy:
- Naucz się „rozmawiać” z AI: Prompt engineering to nowa składnia, którą musisz opanować lepiej niż CSS. Umiejętność wydobycia z modelu idealnego fragmentu kodu za pierwszym razem to oszczędność godzin pracy.
- Dostępność i audyty: AI świetnie tworzy, ale słabo sprawdza dostępność (WCAG) czy UX w specyficznych kontekstach. Stań się ekspertem od audytowania tego, co wypluwają automaty i juniorzy.
- Customowe rozwiązania: Buildery stron (Wix, Squarespace) i AI zabiorą rynek najprostszych wizytówek. Uciekaj w stronę dedykowanych aplikacji webowych, zaawansowanych integracji API i systemów, które wymagają nieszablonowego myślenia.
Wirtualne Asystentki:
- Automatyzacja procesów: Naucz się narzędzi typu Make (dawniej Integromat). Jeśli potrafisz spiąć formularz na stronie z CRM-em klienta i automatyczną wysyłką maila powitalnego, stajesz się niezastąpiona.
- Zarządzanie AI: Klienci są zagubieni. Boją się AI albo nie wiedzą, jak go użyć. Bądź tą osobą, która powie: „Skonfigurowałam ci bota, który wstępnie segreguje maile”. To usługa premium.
Co z tym zrobisz?
Sztuczna inteligencja w webdevelopmencie i pracy zdalnej to nie tsunami, które niszczy wszystko na swojej drodze. To raczej przypływ. Jeśli stoisz w miejscu, wmurowany w stare metody pracy i przekonanie, że „kod musi być pisany ręcznie od A do Z” – woda cię zakryje. Ale jeśli zbudujesz łódź, ten sam przypływ pozwoli ci wypłynąć na szersze wody.
Nie panikuj, gdy widzisz kolejny generator stron. Uśmiechnij się. To narzędzie dla amatorów, którzy i tak nie byli twoimi idealnymi klientami, albo narzędzie dla ciebie, żebyś mógł pracować szybciej. Twoją wartością nie jest już samo klikanie. Twoją wartością jest to, że rozumiesz ten cyfrowy chaos, potrafisz nad nim zapanować i co najważniejsze, dajesz klientowi poczucie, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek, który myśli, a nie tylko przetwarza dane.
Artykuł powstał przy współpracy z freelancehunt.com
Dołącz do Przystani Specek – miejsca, gdzie kobiety uczą się budować własne strony, sklepy, platformy kursowe i marki online - bez stresu, w zgodzie z sobą, ze wsparciem mentorki i cudownej społeczności innych Specek.👉 Kliknij i wejdź na pokład