Jak przestać działać „od zlecenia do zlecenia” i zacząć budować stabilny biznes?
Czuję, że jestem wiecznie w biegu – robię zlecenia, ale nie mam czasu rozwijać marki. Jak zbudować coś długofalowego i bardziej przewidywalnego?
1 Odpowiedź
Jeśli mam być z Tobą szczera – to, co opisujesz, to najczęstszy etap rozwoju jednoosobowego biznesu, a nie żadna porażka. To moment przejściowy. Tylko że… sam się nie przejdzie.
Styl „od zlecenia do zlecenia” ma jedną zdradliwą cechę:
daje pieniądze tu i teraz, ale kradnie czas na później.
I nagle orientujesz się, że:
- klienci są,
- pracy jest dużo,
- a marka… stoi w miejscu.
Co tu naprawdę nie działa?
Nie brakuje Ci wizji.
Nie brakuje kompetencji.
Brakuje wydzielonej, nietykalnej przestrzeni na rozwój, która nie przegrywa z bieżączką.
Bo jeśli rozwój marki robisz:
„jak będzie luźniej”
„po tym projekcie”
„w przyszłym tygodniu”
…to on się nie wydarzy.
Myślenie, które zmienia grę
Zrób w głowie jedną, prostą zmianę: rozwój marki to nie dodatek do pracy – to część pracy.
Tak samo realna jak zlecenia. Tak samo zasługująca na czas w kalendarzu.
I teraz najważniejsze: samodzielnie jest to cholernie trudne.
Dlatego właśnie w Przystani Specek robimy cotygodniowe spotkania coworkingowe, gdzie przez 2 godziny pracujemy wyłącznie nad własnymi markami. Nie pogadanki. Nie networking „na kawce”.
Prawdziwa robota.
Dlaczego to działa?
- bo motywacja grupy ciągnie Cię wtedy, gdy samej by się nie chciało
- bo widzisz, że inni też są w procesie (a nie „już gotowi”)
- bo przez te 2 godziny nikt nie zleca Ci nic pilnego
Po kilku tygodniach dzieje się magia:
- zaczynasz myśleć strategicznie, nie tylko operacyjnie
- robisz małe, ale regularne kroki
- marka przestaje być „projektem marzeń”, a staje się systemem
Na koniec zostawię Ci jedno pytanie (najważniejsze): Jeśli dalej będziesz pracować tak jak teraz — gdzie będziesz ze swoim biznesem za rok?
A jeśli chcesz to zmienić — nie rób tego sama.
Stabilność rzadko rodzi się w samotności.